Wszystkie Odcienie Zieleni to opowiadanie o Lokim - nordyckim bogu kłamstw. Powstaje ono w oparciu o mitologię nordycką i serię filmów Marvela. Jest to historia własna. Po więcej info zapraszam do zakładki "o blogu".
Status: trwające
Gatunek: fantasy/fanfiction

sobota, 16 maja 2015

Rozdział 15

NOWY POCZĄTEK


    Sif… wysłuchaj mnie, proszę…
Splotła ręce na piersi. Stała do niego tyłem, chcąc ukryć zaczerwienione od łez policzki. Brzydziła się nim. Ogarniała ją odraza, na samą myśl o tym, by popatrzeć mu w oczy. Usłyszała, jak zamyka drzwi za sobą…
    Nie wiedziałem, co Hogun planuje… byłem pijany…
Jej ognista natura wzięła nad nią górę – w końcu nie wytrzymała i odwróciła się do niego, z trudem panując nad odruchem złapania za miecz i odcięcia mu głowy. Spiorunowała go wzrokiem.
—  W żaden – zaznaczam: W ŻADEN sposób nie zareagowałeś. Nie obroniłeś mnie. NIC nie powiedziałeś – wycedziła nienawistnie. – Tak się zachowuje przyjaciel?
Fandral spuścił wzrok. Jego ramiona opadły. Rzadko kiedy można było dostrzec tego wojownika bez jego maski. Na co dzień zdawał się być taki nonszalancki i beztroski, jak typowy przystojniak-podrywacz; łamacz serc, który lubi robić wokół siebie dużo zamieszania. Teraz jednak stał przed Sif człowiek obnażony – pełen wstydu, zażenowania i wypełniony całą gamą ciepłych uczuć, jakimi darzył dziewczynę.
— Wiem… zawiniłem… – powiedział cicho. – Przepraszam cię. Bardzo, ale to bardzo przepraszam. Proszę, wybacz mi. Nie mogę cię stracić, nie… nie teraz…
Zawsze, gdy Sif widziała taką wersję Fandrala, ogarniała ją bezradność. Wiedziała bowiem, że to jest jego prawdziwe wnętrze – a co za tym idzie, że jest mu prawdziwie przykro.
Powoli, niepewnie zbliżył się do Sif i zatrzymał tuż przed nią – tak że czuła na twarzy lekkie muśnięcia jego ciepłego oddechu.
— To się już nigdy więcej nie powtórzy. – Ostrożnie ujął jej dłonie. W jego oczach odbijała się skrucha. – Obiecuję.
Nie wyrwała mu się. Nie potrafiła. Widząc jego cierpienie, sama odczuwała potrzebę cierpienia. Powstrzymała napływające jej do oczu łzy. Nie odpowiedziała – słuchała go dalej.
— Przysięgam ci, Sif, gdyby Loki chociaż spróbował cię tknąć… – Nie dokończył. Zamiast tego spojrzał na nią z nową siłą. – Nie. Jedyne, co ci mogę przysiąc, to że jeżeli ten parszywy Jotun kiedykolwiek chociaż cię dotknie, spojrzy na ciebie pożądliwie… gwarantuję, że utnę mu to, co trzeba, by już nigdy żadnej kobiecie nie zagroził.
Teraz już przemawiał jak stary, dobry Fandral. Sif poczuła, że z powrotem stąpa po bezpiecznym gruncie, mimo że słowa blondyna w żadnym stopniu nie zabrzmiały bezpiecznie – a przynajmniej nie dla Lokiego.
Twarz Fandrala była niezwykle poważna, gdy podjął po chwili:
— Więcej. Niech on tylko spróbuje do ciebie podejść, odezwać się choć słowem… niech on tylko spróbuje cię zauroczyć! …wystąpię z nim na ścieżkę wojenną.
„niech on tylko spróbuje cię zauroczyć!” – wojowniczka doskonale wiedziała, że na jakiekolwiek przestrogi odnośnie tego jest zdecydowanie za późno. Loki już dawno ujął Sif za serce swym urokiem. Rzecz w tym, że zrobił to całkowicie nieświadomie.
— Obiecuję ci to – zakończył Fandral, głosem już ostygłym z emocji. – A jedyne, o co proszę, to twoje przebaczenie.
Dziewczyna pokiwała powoli głową, zgadzając się na „warunki” blondyna. Nie mogła – nie potrafiła – mu nie wybaczyć. Potrzebowała Fandrala, a on potrzebował jej.
Tak działa przyjaźń.


W domu Jane Foster roiło się od mężczyzn.
Siedziała na kanapie. Pomiędzy nią a Tony’m Starkiem rozparł się Steve. Kapitan wiedział, a nawet WIDZIAŁ, co zaszło... To, że Jane pocałowała Tony’ego, było mało powiedzianym. Dziewczyna doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że gdyby nie interwencja Rogersa, to najprawdopodobniej obydwoje skończyliby w łóżku.
Czemu ona tak się zachowała? Podświadomie wiedziała, że szuka odskoczni od monotonności w jej związku z Thorem. Ale, do ciężkiej cholery, Stark miał dziewczynę! Wyrzuty sumienia wręcz pożerały Jane od środka... A w dodatku spokoju jej nie dawała obecna sytuacja – cała ta pokręcona historia.
Naprzeciwko ich trójki siedział Osbourne earl Jones. Jego oczy miały dziwny, złotawy poblask – jednak nikt, oprócz Foster, nie zwracał na to uwagi. Najwidoczniej był to mało istotny szczegół.
Obok Jones’a natomiast...
stał Rumpelstiltskin. I wpatrywał się w niego tak, jakby Ozzy znał odpowiedzi na pytania dotyczące egzystencji ludzkości. A „wpatrywanie się” miało pomóc w ich odkryciu...
Wszyscy, oprócz niego, drgnęli, gdy drzwi wejściowe otwarły się z hukiem.
Do domu wkroczyło kilkoro męskich postaci, odzianych od stóp do głów na czarno, z bronią w ręku. Natychmiast otoczyli Rumpelstiltskina, celując w niego z pistoletów. U niektórych Jane zauważyła, że mieli na piersi wyszyte inicjały FBI.
Chwilę potem pojawił się również Thor wraz ze swoim nowym kolegą.
    Wchodź Mark, rozgość się – zawołał gromowładny.
Przepchnął się między żywą tarczą złożoną z żołnierzy. Mężczyzna, nazwany Markiem, poszedł w jego ślady.
    Thor, musiało ci się coś pomylić – odezwał się. – Ja nazywam się Hayden Dusthoff.
As popatrzył na niego z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy.
    Hej, mogę przysiąc, że kiedy ostatni raz się widzieliśmy...
    Thor – jego głos zabrzmiał ostrzegawczo.
    ...przedstawiałeś mi się jako Mark Spencer.
    Thor. Na pewno ci się coś nie pomyliło? – wycedził Mark, Hayden, czy jak on się nazywał. To było aż nazbyt wymowne.
Gromowładny zamrugał kilkukrotnie.
    Nie – odpowiedział.
Rozległ się szczęk przeładowywanych broni.
    To znaczy... może tak – poprawił się Thor.
Hayden zmrużył gniewnie oczy.
— Ee... tak. Tak, tak, tak! – zawołał gromowładny. Palnął się ręką w czoło. – O, ja głupi! No przecież! Pomyliłeś mi się z... ee... innym... Markiem. Naprawdę. Ale wpadka, wybacz Mar...yy... Hayden. – Skrzywił się.
Cała jego wypowiedź wypadła tak sztucznie, tak teatralnie, że tylko idiota by mu uwierzył.
    Hayden. Dusthoff. Postaraj się to zapamiętać – powiedział sucho Hayden. – A teraz przejdźmy do interesów.
Thor aż odetchnął z ulgą.
— Udało mi się złapać Rumpelstiltskina. Skułem go kajdanami blokującymi magiczną moc i dla pewności związałem łańcuchem. Podobnie, jak z moim bratem, gdy...
    Świetnie, świetnie... – przerwał mu Hayden, okazując swoim znudzonym głosem głębokie zainteresowanie Thorem i jego fascynującą historią.
Przyjrzał się uważniej więźniowi.
    Wyciągnąłeś z niego jakieś informacje?
    Nie... jeszcze nie – odparł Thor, lekko speszony.
Hayden westchnął, poirytowany. Wyciągnął pistolet, odbezpieczył go i przyłożył Rumpelstiltskinowi go głowy.
    Gadaj – wysyczał. – Czemu przybyłeś na Ziemię?
    Naprawdę musimy to robić w MOIM domu? – jęknęła Jane, odrobinę zaniepokojona.
Hayden zbył jej pytanie milczeniem.
Rozległ się śmiech Alfa. Był to przerażający, mrożący krew w żyłach chichot szaleńca.
Hayden docisnął lufę pistoletu najmocniej, jak mógł.
    GADAJ!
Nigdy w życiu nie widział tak koszmarnej istoty z bliska. Cieszył się, że trzyma w ręku broń.
    Jeszcze chwila, a nacisnę spust...
W tym momencie Rumpelstiltskin wreszcie oderwał wzrok od Osbourne’a. Popatrzył przed siebie niewidzącym spojrzeniem. Uśmiechał się, ukazując rząd brudnych, szarych zębów.
— Strzela, strzela, kuli grad... – zanucił cicho, wesoło. Szeptał. – Rośnie, rośnie martwych sad. – Popatrzył prosto w oczy Haydena. I roześmiał się.
Wszystkich zgromadzonych przeszły dreszcze. Dusthoff przełknął ślinę.
    Co robisz w... jak wy to nazywacie? Midgardzie? Co robisz w Midgardzie?
Alf ponownie odpowiedział chichotem.
    Zaczynam tracić cierpliwość. Mów. Natychmiast!
Rumpelstiltskin zamiast odpowiedzieć, ponownie zanucił:
    Jeden raz cierpliwość stracił, a drugi... życiem przepłacił! – Chichot.
Hayden zazgrzytał zębami. Pchnął Rumpelstiltskina z całej siły, że ten aż przewrócił się na ziemię. Zaplątał się w pętające go łańcuchy. Uderzył głową o podłogę... rozległ się nieprzyjemny, głuchy huk.
A potem chichot.
    Czemu zabijałeś tych ludzi?!
Chichot.
Hayden kopnął go w żebra.
    Czemu siejesz tu spustoszenie?!
Chichot.
— Zemsty... – Alf zakaszlał. Splunął krwią. – Nosząc w sobie zemsty dar, poznałbyś... chaosu czar.
Hayden’a olśniło.
    Na kim się mścisz?
Chichot.
Ponownie go kopnął. Tym razem w twarz.
    NA KIM SIĘ MŚCISZ?!
Chichot. Ociekający krwią.
    Czego tu szukasz?!
Kaszel. Pomieszany z chichotem.
Niekończący się, wieczny chichot... Dzwoniący w uszach wszystkich zgromadzonych. Dźwięk, po usłyszeniu którego tylko marzysz, by go wyciszyć. Wyłączyć.
Thor podszedł do Dusthoffa. Położył mu rękę na ramieniu, tym samym powstrzymując go przed kolejnym atakiem na Rumpelstiltskina.
    Hayden, on nic nam nie powie.
Mężczyzna pokręcił tylko głową. Nie odrywał wzroku od obrzydliwej twarzy Alfa, z każdą sekundą nienawidząc jej coraz bardziej...
Rumpelstiltskin powoli przewędrował pustym spojrzeniem od Haydena do... Thora. I tam się zatrzymał. Jego uśmiech natychmiast zgasł, niczym płomień świecy. Zacisnął popękane wargi – spomiędzy nich od razu wypłynęła świeża krew.
Thor poruszył się niepewnie.
— Jeżeli coś wiesz, Alfie... Powiedz. Powiedz, co wiesz. Cokolwiek. – Gromowładny znienawidził siebie za to, że zabrzmiał tak błagalnie...
Ale potem Rumpelstiltskin się odezwał.
Ponownie nucąc, swoim cichym, przerażającym głosem.
— Zbawca zniszczy Mroku sieć, a na Thora... czeka śmierć.
Przez długi czas panowała cisza.
A potem rozległ się gwałtowny huk, gdy drzwi wejściowe otwarły się z rozmachem…
Kilkunastu ludzi dosłownie wparowało do pomieszczenia, w którym wszyscy byli zebrani. Każdy z nich podszedł do jednej osoby i przystawił jej pistolet do głowy.
Wszyscy byli tak zaskoczeni, że nikt nawet nie zdążył zareagować. Avengersi spojrzeli nerwowo po sobie, jakby mieli właśnie wcielić w życie zawczasu przygotowany na taką sytuację plan. Tony uniósł ręce w geście bezradności. Nadzieja była już niemal stracona, lecz wtem…
…zza rogu wychynął znajomo wyglądający mężczyzna. Stanął na środku pokoju. Swoim jedynym okiem rozejrzał się wkoło. Przejechał ręką po gładkiej łysinie na głowie, jakby w zakłopotaniu czy konsternacji.
— Co tu się, do ciężkiej cholery, wyrabia? – odezwał się w końcu, nad wyraz opanowanym głosem. 


Jeden dzień zajęła naprawa statku. Jeden dzień przenoszono ciała poległych na jego pokład. Jeden dzień miała trwać podróż powrotna.
Tym razem jednak Loki nie stał już za sterami. Siedział w kącie statku, na ziemi. Był zamyślony. Porozumienie, jakie zawarł z Fenrirem, nie należało do sukcesów. Ta bitwa nie była wygrana dla nikogo. Nie była też jednak przegrana. Zakończyła się zwykłym rozejmem... zawieszeniem broni.
Loki nie lubił zawieszeń broni. Tego typu rozwiązania rzekomo „kończące wojnę” w rzeczywistości oznaczały możliwość jej powrotu. Dawały czas wrogiej armii na zebranie sił, na zregenerowanie się... Topór wojenny mógł zostać w każdej chwili odkopany, a wróg mógł zaatakować ponownie – lecz tym razem ze zdwojoną siłą.
W pewien sposób Loki przegrał.
Przez całą podróż myślał. Nic nie mówił. Nic nie jadł i nie pił. Nie ruszał się. Nie przejmował otaczającym go gwarem. Myślał.
Niektórzy wojownicy zaczęli się już nawet o niego martwić. Przez te kilkanaście godzin podróży wielokrotnie wznoszono toast na cześć Lokiego i wychwalano jego zdolności dowódcze, a on… na nic nie reagował, na nic nie odpowiadał.
W pewnym momencie, gdy część wojowników siedziała w grupie i rozmawiała między sobą, nagle Loki zauważył, że zaległa między nimi cisza. Przerwała ją Sif, gdy powiedziała głośno i dobitnie: „Ja to zrobię” – po czym wstała i podeszła do Lokiego.
Jak tylko zatrzymała się przed nim, on poderwał się na równe nogi.
    Sif, posłuchaj… - zaczął, ale natychmiast został uciszony gestem jej ręki.
    Nie. Nie po to tu przyszłam – odparowała. Jej nastrój gwałtownie uległ zmianie. – I nie chcę z tobą o tym rozmawiać… nie teraz.
    Chciałem dla niego dobrze.
    Wiem – westchnęła. – I rozumiem, co tobą kierowało. Ale teraz ty musisz zrozumieć, że ja… przeżywam żałobę.
Loki powoli pokiwał głową. Na moment zaległa między nimi cisza. Iluzjonista zdążył zauważyć, że znacznie zmienił się sposób, w jaki Sif z nim rozmawiała. Wcześniej dziewczyna była cała przepełniona dozą emocji i silnych uczuć, które on zauważał, ale których nie potrafił pojąć. A teraz… wszystko to wyparowało. Wojowniczka stała się jakby pozbawiona jakiejkolwiek woli życia. Była wobec niego nieprzystępna, zimna. Raniła go swoim wyobcowaniem.
— Wojownicy przysłali mnie do ciebie – mruknęła, wyraźnie z tego niezadowolona. –Chcą wiedzieć, dlaczego wybrałeś Skidbladnir? Dlaczego nie bifrost? Czemu tłuczemy się tym statkiem tyle godzin, podczas gdy moglibyśmy przebyć ten sam dystans w pół sekundy Tęczowym Mostem?
Iluzjonista na moment spuścił wzrok.
— Pamiętasz moją rozmowę z Heimdallem? – Gdy ponownie spojrzał jej w oczy był już przygotowany na to, co zobaczy… na tę falę odrazy, obrzydzenia.
    Trudno zapomnieć.
    Więc... to była czysta dedukcja. Yggra sądzi, że Heimdall nie żyje, a co za tym idzie, że bifrost jest unieruchomiony. Chcę go po prostu utrzymać w tym fakcie. To dla mnie bardzo ważne.
Sif szczęka opadła.
    Ale... moment. Obawiam się, że nie rozumiem.
    Twierdziłaś, że pamiętasz moją i Heimdalla rozmowę…
    Pamiętam.
Loki wzruszył lekko ramionami.
— Poczekaj – syknęła Sif. – Wciąż nie rozumiem. Po co było to całe przedstawienie, po co go tak maltretowałeś?
Przechylił głowę. Cień mrocznego uśmiechu przesuwał się po jego twarzy.
— Bo lubię. Bo w ten sposób wyciągnąłem od niego wszelkie informacje, jakie chciałem usłyszeć. Bo dzięki temu dowiedziałem się wszystkiego.
    Czyli…?
Wzniósł oczy do nieba.
    Martwi nikomu nie powiedzą o szczegółach twojego planu… – odparł nie-jednoznacznie.
Przestąpił z nogi na nogę, niepewny jak się zachować. Teraz, gdy dziewczyna obnosiła się wobec niego z taką rezerwą, czuł się bardzo niekomfortowo.
Sif zrozumiała dopiero po chwili, o co mu chodziło. Fenrir, zanim zabił Heimdalla, dokładnie uświadomił go we wszystkim, co zamierza zrobić – i przy tym dalece wybiegł w przyszłość…
— Hej, a może Fenrir tak naprawdę nie zamierzał w ogóle go zabijać? – zawołała nagle. – Może chciał przekazać przez niego wiadomość? Zdradzając mu swój plan! Może to był jego cel?
    Nie. Fenrir przekazuje wiadomości w inny sposób.
    W jaki?
Przez dłuższą chwilę Loki nie odpowiadał.
    Zabijając – odparł w końcu.

   

  Skrzydła wrót otworzyły się, wydając z siebie dźwięk przypominający tarcie kamienia o kamień. Z wnętrza pałacu buchnęła para zimna. Zaskrzypiał trzymający się w rogu bramy śnieg – parę grudek pokruszyło się, odpadło i...
Fenrir w ostatniej chwili odskoczył. Niewiele brakowało, a zostałaby z niego miazga. Przełknąwszy ślinę, stanął na progu i rozejrzał się bacznie, w poszukiwaniu kolejnych niebezpieczeństw.
W końcu jednak, nie dostrzegłszy żadnego realnego zagrożenia, wilk wprowadził swoją niewielką grupkę, złożoną z najlepszych wojowników Dywizji Duchów, prosto do wnętrza pałacu Yggry.
To miejsce zmieniło się. Wyglądało zupełnie inaczej, niż przed opuszczeniem go przez Fenrira, gdy ten wyruszał do Jotunheimu.
Było zimno. Wszędzie wokół spoczywał śnieg – nie był on jednak biały, lecz szarawy, niczym zabrudzony dywan, niedbale rzucony na podłoże. Na ścianach skrzył się lód, w szaroniebieskim odcieniu, wyglądający jak lustro złożone ze szklanych odłamków przez niepoprawnego artystę.
Wilk podniósł głowę... Z sufitu popatrzyły na niego wrogo zwieszające się zabójczo ostre sople lodu, błyszczące ostrzegawczo, jakby grożąc ewentualnością odpadnięcia...
Całe to miejsce było wręcz obleczone szarością. Zimną, nieprzyjemną, przywodzącą na myśl spojrzenie Śmierci. A pośrodku tego wszystkiego – na schodkach prowadzących do tronu – stał Yggra, odwrócony plecami do zgromadzonych.
— Najstraszliwszy... – wymamrotał Fenrir, z czcią, po czym pokłonił się swojemu władcy. – Co... co tu się stało?
Starzec obrócił się, powoli... Najpierw ujrzeli jego twarz. Pozbawiona kolorytu skóra zdawała się być niczym naciągnięty na gołe kości batyst, a oczy – dwie, szklane kulki, poprzecinane siateczką przekrwionych żyłek, wyraźnie odcinających się swoją czerwienią na tle białek.
A potem wszyscy zobaczyli, co Yggra ściska w ręce.
Rozległy się pełne przerażenia okrzyki. Kilkoro wojowników odruchowo odskoczyło – byle tylko znaleźć się jak najdalej od tego czegoś. Fenrir z trudem zapanował nad sobą i mimo najszczerszych chęci, nie ruszył się z miejsca.
— Demony – odparł władca. – Stawiały drobny opór.
Maszkara, którą trzymał za szyję, miotająca się na wszystkie strony i jęcząca żałośnie, z pewnością zawdzięczała nazwę swojemu wyglądowi. Przypominała człowieka, koszmarnie wynaturzonego. Miała zdecydowanie za długie patykowate nogi i ręce, powykrzywiane pod dziwnymi kątami – zakończone grubymi, czarnymi pazurami, które za wszelką cenę próbowały dosięgnąć Yggry. Była niewiarygodnie chuda, a jej skóra miała nienaturalny, żółtawy odcień, z przebłyskami czerwieni, gdzie przetarła się, zbyt mocno naciągnięta na sterczące kości. Z jej pleców wyrastały sporych rozmiarów poszarpane skrzydła, podobne do nietoperzowych. Nie miała twarzy.
Tam, gdzie powinny znajdować się oczy, widniały dwie, niewielkie czarne dziury, ziejące pustką. Cała skóra na głowie marszczyła się w obrzydliwy sposób, gdy Demon systematycznie to otwierał, to zamykał paszczę, będącą jedynie kolejnym otworem, opancerzonym szeregiem ostrych, brudnych od krwi kłów.
Yggra cisnął Demonem o ziemię. Potwór przewalił się po podłodze... Rzucił się w stronę ściany, jakby próbując na nią wejść. Załopotał skrzydłami. W każdym miejscu, w którym postawił jedną z czterech obrzydliwych kończyn, momentalnie wyrastały oszronione sopelki lodu.
— Podciąłem mu skrzydła, żeby nie mógł odlecieć – oznajmił władca, otrzepując ręce. Ujął swój kostur, wbity obok w zamrożoną ziemię. – Parszywe Demony... Uroczy wygląd odziedziczyły po tatusiu, oczywiście. Ich moce są natomiast owocem Norn. Są o tyle wyjątkowe, że potrafią przechwycić dominującą magię, w zależności od środowiska, w którym się znajdują. Im więcej mocy jest na nie zużywane, tym szybciej się uczą.
Powiódł wzrokiem za Demonem, który jęcząc przeraźliwie, wspiął się na ścianę.
— Są jak pijawki – kontynuował. – Odbierają drugiej osobie energię, wysysając z niej moc. A to, co pobiorą, mogą wykorzystać dla siebie. Demony z Trymheimu mają zatem te same umiejętności, co Szronowi Olbrzymi. Słyszałem jednak, że każdy z Demonów ma również swoją własną, specjalną właściwość. – Chwycił kostur pewniej, czując, jak potwór przetacza się tuż za jego plecami. – U tego Demona nie odkryłem niestety nic specjalnego, poza wyjątkową... niesubordynacją.
W tym momencie potwór wybił się w powietrze i zaatakował Yggrę.
Starzec w ostatniej chwili znokautował napastnika kosturem, powalając go na ziemię. Postawił jedną nogę na piersi Demona i przycisnął ją, uniemożliwiając mu ucieczkę. Potwór zaczął się miotać, próbując się wydostać – były to jednak marne próby.
    Jak dobrze wiecie – mówił Yggra – ja niesubordynacji nie toleruję.
Powiedziawszy to, uniósł swój kostur i...
...wbił go w głowę Demona. Przebił na wylot, rozgniatając czaszkę. Krew rozbryznęła się na wszystkie strony tak mocno, że Fenrir aż odskoczył. Na Yggrze jednak nie zrobiła znacznego wrażenia. Nieporuszony patrzył, jak mózg jego ofiary wypływa spomiędzy zgniecionych kości, jak jej ciało drży jeszcze konwulsyjnie.
W końcu wyrwał kostur i pozwolił, by ciało Demona zamieniło się w popiół. Jak na komendę, śnieg spowijający ściany pałacu zaczął się topić. Yggra popatrzył na to z zaskoczeniem.
    A to ciekawostka... – mruknął.
Fenrir niepewnie uniósł głowę i spojrzał swemu władcy prosto w oczy. Delikatnie mówiąc, był przerażony tym, co właśnie zaszło.
    P-panie...? – udało mu się wydusić.
Najstraszliwszy odwzajemnił jego spojrzenie.
— Spokojnie, Fenrirze. Ten Demon był tylko dzieckiem. Ja nie potrzebuję dzieci, tylko żołnierzy, którzy z pokorą będą wykonywać moje rozkazy. – Wszedł po schodkach na górę i zasiadł na swoim tronie. – Właśnie. Fenrir, wszystko przebiegło pomyślnie? W Jotunheimie?
Jeden z sopli oderwał się od sufitu i spadł... wbijając się w ciało jakiegoś Nieumarłego. Zabił go na miejscu.
Wilk przełknął ślinę.
    Można tak powiedzieć.
    Można tak powiedzieć? – powtórzył Yggra, rozdrażniony.
    Cóż... walka zakończyła się rozejmem.
Władca parsknął śmiechem.
— To już nie ma najmniejszego znaczenia. Równie dobrze mogliście zostać wszyscy zarżnięci, co do jednego. Liczyło się tylko to, by odwrócić uwagę Lokiego.
Bezpośredniość Yggry zmroziła krew w żyłach Fenrira. Po raz pierwszy, odkąd umarł, zaczął się naprawdę bać.
    Fenrir. Obyło się bez problemów?
Wilk popatrzył na Yggrę. Przypomniała mu się jego rozmowa z Lokim.
    Tak – odparł. – Żadnych problemów, Panie.
Najstraszliwszy uśmiechnął się, zadowolony z odpowiedzi.
— Doskonale – powiedział. – Teraz wystarczy tylko... poczekać. – Odłamał jeden z sopli, który wyrósł na oparciu jego tronu. Obrócił go między palcami. – Wyłączymy się z rozgrywki. Pozwolimy Lokiemu myśleć, że jest bezpieczny, że już nic złego nie może go spotkać, że jest... Potężny – ostatnie słowo niemalże wypluł, tak bardzo ociekało ono nienawiścią. – A gdy nadejdzie odpowiedni moment – cedził przez zaciśnięte zęby – i czujność Lokiego zostanie uśpiona, tak że nie będzie się niczego spodziewał... wtedy zaatakują Demony. Nie zabiją jednak wszystkich, o nie... Lokiego pozostawią przy życiu. Po to tylko, bym ja mógł go... ZNISZCZYĆ. – Ścisnął trzymany w ręce sopel i szkło rozsypało się na wszystkie strony.
Z nienawiścią popatrzył na swoją dłoń, zaciśniętą w pięść. Dłoń, spomiędzy palców której zaczęła powolutku wypływać świeża krew...
 Dowód jego słabości.


Donośne pukanie do drzwi wyrwało Sif z zamyślenia.
To nie mógł być Fandral. Przyjaciel opuścił jej komnaty całkiem niedawno i spędzili ze sobą tyle czasu, że chyba zrobiłoby jej się niedobrze, gdyby zobaczyła go teraz ponownie. To prawda, że dzięki niemu udało jej się wyrwać ze szponów smutku, który ogarnął ją po śmierci Volstagga, ale... co za dużo, to nie zdrowo.
    Sif, wpuść mnie – odezwał się głos po drugiej stronie.
Wojowniczka zamarła.
Wszędzie, w najgłębszych odmętach Czeluści, na drugim krańcu Wszechświata, rozpoznałaby ten głos.
Loki.
Był tu, tuż za jej drzwiami. Minął już prawie tydzień, gdy po raz ostatni z nim rozmawiała i wciąż nie miała pewności, czy byłaby w stanie spojrzeć mu w oczy bez żalu i obrzydzenia. Wspomnienie iluzjonisty dobijającego Volstagga – z zimną krwią, bez poczucia winy – nie chciało opuścić jej głowy.
    Sif, wiem, że tam jesteś. Nie udawaj. Mistrza kłamstw nie okłamiesz.
Powinna go wpuścić? Miała dylemat. Podświadomie wręcz pragnęła zobaczyć go ponownie, łaknęła tego całą sobą… Czuła się tak, jakby w jej wnętrzu zaciętą walkę toczyły dwie różne osoby o zupełnie sprzecznych poglądach – i każda z nich miała rację. Wojowniczka nie miała pojęcia, co powinna zrobić…
Na szczęście odpowiedź przyszła sama – wraz z drzwiami, wyważonymi przez mistrza magii.
Sif szczęka opadła, gdy zobaczyła, jak drzwi – JEJ drzwi – wypadają z zawiasów i z łomotem uderzają o ziemię. Za progiem stał Loki, z wyciągniętą przed siebie wyprostowaną ręką… Na palcach jego dłoni wciąż jeszcze tańczyły iskierki mocy. Uśmiechał się szeroko, wyraźnie dumny ze swojego wyczynu.
Wmaszerował do środka, ostentacyjnie depcząc po drzwiach. Pod pachą i w ręce trzymał całe sterty papierów. Odkąd wrócił do Asgardu, od razu spadł na niego stos królewskich obowiązków – a to wprowadzenie jakiejś ustawy, a to projekt budowy nowego miejsca do treningów walki...
Wszystkie papiery rzucił na stół.
— Nie, to nie są niestety miłosne listy od moich fanek. – Powiedział to w tak komiczny sposób, że Sif nie mogła się nie roześmiać.
Opadł na fotel – ten sam, na którym siedział już wcześniej, gdy dziewczyna pomogła mu oczyścić jego rany. Zmęczenie wyraźnie odcisnęło swój ślad na jego twarzy – chorobliwie blada cera, zaczerwienione spojówki, mocno sine worki pod oczami, uwidoczniona siateczka błękitnych żył...
Jego powieki opadły – na chwilę... tylko na chwilkę.
    Dawno się nie widzieliśmy – odezwał się niskim, sennym głosem.
Wojowniczka uśmiechnęła się blado.
    Nie, żeby mi to szczególnie przeszkadzało... – bąknęła.
    Sif. Tyle czasu ze sobą spędziliśmy, a ty... wciąż nie umiesz mnie okłamać. – Otworzył oczy i popatrzył na nią, szczerze rozbawiony.
Nie miała siły zaprzeczać. Przed Lokim nie dało się niczego ukryć.
    Ty w ogóle sypiasz? – zapytała zamiast tego. Nie mogła się powstrzymać. Jej dobra, ciepła, opiekuńcza strona przejmowała nad nią kontrolę…
    Cóż, ostatnio nie mam za dużo czasu na sen. Czasem się zdrzemnę za dnia, gdy żaden z poddanych nic ode mnie nie chce. Odkąd wyprawiłem pogrzeb wojownikom, sypiałem może trzy-cztery godziny dziennie.
Mimo, że Sif za wszelką cenę próbowała zamaskować swoje uczucia, Loki i tak zauważył cień troski na jej twarzy. Przed nim takich rzeczy nie dało się ukryć. On sam za długo żył w cieniu, by nie dostrzegał tego typu drobnostek.
— Powinieneś iść spać w takim razie – powiedziała. – A nie siedzieć tu ze mną i dewastować moje komnaty. Poza tym, nie wydaje mi się, żebyśmy mieli o czym ze sobą rozmawiać – dodała, przypominając sobie o Volstaggu.
Wyraźnie posmutniał i Sif natychmiast pożałowała swoich słów. Zabębnił palcami o blat stołu.
— I tak wpadłem tylko na chwilkę… – odezwał się cichym głosem. – Coś ci przyniosłem.
Wstał, wzbudzając ciekawość wojowniczki, i zaczął czegoś intensywnie szukać, przerzucając sterty papierów. Minęła dłuższa chwila, a na jego twarzy odmalowała się panika, gdy wciąż niczego nie znajdował. Wyprostował się, skonsternowany. Przejechał rękami wzdłuż całego swojego ciała. Sprawdził kieszenie spodni – przednie, tylne. Wsunął dłoń do wewnętrznej kieszeni w płaszczu...
    Jest – wyszeptał uradowany, z wyraźną ulgą na twarzy.
Trzymał w ręce niewielką, białą kopertę.
    Niedawno, gdy wieczerzałem w Walhalli, spotkałem się z Volstaggiem. Spytał mnie, czy mógłby napisać do was list.
Zbliżył się do oniemiałej Sif, siedzącej na fotelu pod oknem. Wyciągnął w jej stronę kopertę.
    Oto on – powiedział.
Wojowniczka poczuła, jak w jej oczach stają łzy. Czy to się działo naprawdę? Czyżby jednak w Lokim drzemała uśpiona empatia? Cóż to był za wspaniały gest z jego strony!
— Dziękuję ci, Iluzjonisto... – wyszeptała. Delikatnie ujęła kopertę, jakby bała się, że ta zaraz się rozpadnie. – Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy.
Loki machnął ręką lekceważąco. Uśmiechał się.
— Drobiazg. Dokładnie rozważyłem prośbę Volstagga, aż w końcu uznałem, że i ja wyniosę z tego jakieś korzyści. Uznałem, że jego słowa po części oczyszczą mnie z mojej rzekomej winy... – Wzruszył ramionami.
No tak. Sif już się łudziła, że Loki jest choć odrobinę dobry, że nie myśli wyłącznie o sobie... Po raz kolejny się jednak zawiodła.
— Poza tym... – odezwał się jeszcze, nieco ciszej – pomyślałem, że ten list mógłby ci sprawić radość.
Sif podniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy. Ostatnie słowa Lokiego zaskoczyły ją. Od razu poczuła wstyd z powodu swoich wcześniejszych myśli. Bo oto okazuje się, że Loki nie jest na wskroś przesiąknięty mrokiem. Potrafi mu zależeć na innych. Sif poczuła, jak coś ciepłego topi się w jej sercu. Jak jej sympatia wobec Lokiego gwałtownie wzrasta.
    Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo jestem ci wdzięczna.
Ucieszył się jeszcze bardziej.
    Jak to się mówi... cała przyjemność po mojej stronie? – Roześmiał się, jakby usłyszał jakiś dobry dowcip.
Dopiero teraz Sif zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo brakowało jej śmiechu Lokiego. A gdy ten dźwięk wypełnił otaczającą ją pustkę, poczuła się tak, jakby coś narodziło się w niej na nowo. Zatraciła się w czasie, w pełni oddając się temu odgłosowi, aż w końcu...
Kolejne słowa Lokiego sprowadziły ją na ziemię:
    Miło nam się gawędzi, ale niestety… muszę już iść. Tytuł zobowiązuje – westchnął.
Zaległa między nimi cisza.
Tuż przed odejściem podszedł jeszcze do Sif, pochylił się nad nią i...
Jej serce zabiło szybciej, gdy poczuła na skórze jego zimny oddech.
...sięgnął po coś ręką. Wyprostował się. W dłoni ściskał idealnie zielone jabłko.
    Pożyczam – rzucił z uśmiechem.
Szybko zebrał wszystkie swoje rzeczy, po czym wyszedł bez słowa pożegnania, nawet nie wstawiwszy drzwi na miejsce. Pozostawił Sif... sam na sam z głębokim rozczarowaniem.


Fandralu. Hogunie. Sif.

Nasza wspólna podróż zakończyła się. Od początku wiedzieliśmy, że kiedyś to w końcu nastąpi, że jedno z nas będzie patrzeć na śmierć drugiego. Teraz mnie już z Wami nie ma – walkirie zabrały mnie do Pałacu Pokonanych, do Walhalli – znajduję się w miejscu, w którym i Wy kiedyś z pewnością się znajdziecie.
Nie chcę, żebyście mnie opłakiwali. Cieszcie się. Znalazłem się w nowym, wspanialszym miejscu, które otwarło mój umysł i wypełniło go światłością. Nie ma w tym nic złego... Również nie chciałbym, żebyście winili Lokiego o moją śmierć. Ja i tak byłem umierający – on tylko skrócił moje męki. Czy zabrzmi to ironicznie, jeżeli napiszę, że do końca życia będę mu za to wdzięczny?
Nie mówię, że powinniście o mnie zapomnieć. Po prostu... żyjcie dalej. Stało się, a czasu cofnąć się nie da. To nie jest Wasza wina. Ja nie winię nikogo.
Na pewno będę tęsknić za Tobą, Fandralu – za naszymi wspólnymi wyprawami, w czasie których niejednokrotnie ratowaliśmy sobie życie. Pamiętasz konkursy piwne? Jestem ciekaw, czy gdybym żył dłużej, to wreszcie byś mnie kiedyś przepił...
Będę wspominać Ciebie, Hogunie, i nasze polowania. Nie ma takiej osoby jak Ty, która tak świetnie potrafiłaby zestrzelić zwierzynę. Liczę na to, że kiedyś w końcu zrewanżuję się na Tobie za ostatniego pokera. Ja się stąd nie ruszam – poczekam.
Sif. Nigdy nie zapomnę Twojego piękna. Nigdy nie zapomnę tego, jak świetnie władałaś mieczem. Nigdy nie zapomnę, jak wielka była Twoja mądrość. Mam nadzieję, że ułoży Ci się w życiu... Jeżeli mam wierzyć moim pośmiertnym wizjom, to już chyba nawet wiem, kto zostanie Twoim wybrankiem – i jestem tym szczerze przerażony.
Moi drodzy. Postarajcie się cieszyć swoim życiem – beze mnie. Ja jestem pewien, że już wkrótce spotkamy się ponownie. Ufam tylko, że dla Was to „wkrótce” nie nastąpi zbyt szybko...

Volstagg
            
     

Koniec części I.


Ten gif chyba idealnie podsumowuje rozdział.Jak widzicie... koniec części I.Po więcej info zapraszam do spisu treści :D



6 komentarzy:

  1. O matko nie mam pojęcia co napisać, a rzadko mi się to zdarza.
    Zacznę więc od tej sceny z Yggrą. Bardzo mi się spodobała. Opis tego Demona bardzo dokładny i szczegółowy, wywołujący obrzydzenie w czytelniku- to plus. Postrach jaki wzbudził Demon i sam Yggra wśród Nieumarłych też mi się podobał. Stwarza to taki dystans miedzy rządzącym, a podwładnymi. Widać, że jeden niewłaściwy krok, a może być już po nich. Zresztą sama reakcja Yggry pokazała jaki ma stosunek do swoich wojowników. I Fenrir był zaskoczeniem. Taki strachliwy. Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że nasz wilczek prędzej czy później przejdzie na stronę Lokiego.
    Rumple to kolejny plus tego opowiadania, samo jego zachowanie i te rymowanki to mistrzostwo. Jestem ciekawa jakie masz plany co do tej postaci i jak to wszystko się potoczy. A ten mężczyzna to Nick Fury, jeśli się nie mylę, czyli S.H.I.E.L.D. is coming :D
    A na końcu najlepsze postacie tego opowiadania, czyli Loki i Sif. Loczek biedny, cierpiący, bo Sif zaczęła się do niego chłodno odnosić i już chłopak stracił odrobinkę pewności siebie. A Sif niby taka nieugięta, a jedno słówko od Lokiego i już wszystko odchodzi w przeszłość. To jak zbudowałaś te postacie i ich relacje to przechodzi moje pojęcie. Mój ulubiony wątek tego opowiadania i nic już chyba tego nie zmieni :D Na ważne, jak długo jeszcze będziesz pisać, ja wciąż będę chciała więcej i więcej.
    Nie mam kompletnie się to czego przyczepić. Styl, to jak budujesz atmosferę, napięcia i opisujesz uczucia bohaterów. Wszystko jest idealne. Ale ci słodzę, co? Jak się należy to trzeba ^^ Szkoda tylko, że następny rozdział dopiero 6.06 :( Nie wiem jak to wytrzymam.
    Pozdrawiam!
    Ana

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka ;)) Twoje opowiadanie jest świetne a nawet 100 razy lepsze. Wszystko jest przemyślane. Uczucia bohaterów, zachowanie - genialnie rozpisane. Całość czyta się przyjemnie. Lecz zapamiętałam niektóre fragmenty tekstu np. ''Tak działa przyjaźń'' - to było naprawdę dobre, Sif traktuje Fandrala jedynie jako przyjaciela, a on nadal ma nadzieję, świetnie to podkreśliłaś. A także to jak pod wpływem Sif, Loki zmienia swoje zachowanie, tak to jest to... :D Najpiękniejsze jest to, że Loki wszystkiego się już domyśla, a ta scena kiedy Loki pochyla się nad Sif, następnie zostawia ją rozczarowaną jest cudowna, bardzo proszę o więcej takich. Życzę wszystkiego dobrego i dużo uśmiechu ! Nie mogę doczekać się następnego rozdziału ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Witam nowego czytelnika :D

      Usuń
  3. Siemano, pierwszy raz tu jestem i moje pytanie brzmi: WHY, skoro kocham Lokiego,a to jest cholerrrnie porządne opowiadanie o nim!! POCHŁONEŁAM ten rozdział, nie przejmując się, że to 15, po prostu jak sie zacznie czytać, autentycznie nie sposób się oderwać, dziewczyno, ja nie wiem, może Ty tu tego Lokiego gdzieś na blogu uwięziłaś, że on czaruje czytelników, chociaż obstawiam, że to bardziej Twój talent! Zawsze zwracam najpierw uwagę na rozpis, na formę, w jakiej ktoś pisze, na zapisy dialogów, akapity, często nie chce mi się niestety czytać, jak widze nieuporządkowany tekst ;( Menda jestem straszna, ale mogę czytać z milionem literówek, błędów, bo to szybko idzie skorygować, ale jak się komuś nie chce myslnika zrobić, zeby człowiek wiedział kiedy dialog, no to wilkom nie chce sie nad tym głowić ;( Ale, bo zaczynam bredzić. U Cb wszysciutko mi z w tym temacie zagrało! Wszystko jest na swoim miejscu. Jedyne, co mi się rzuciło, ale to nie, że błąd, tylko być może ja bym se to tak zredagowała, jakbym sama pisała:
    - był fragment, jak Sif się odwraca i chciała/powstrzymywała się by wziąć miecz i oderwać głowę, więc ja bym dała, że skoro juz chciała wziać miecz to może bardziej po to, by łeb ten ściąć ;)
    - i dwa, to tez tylko drobniutki sugestia, kiedy podcięto skrzydla demonowi jego skrzydła załomotały, a być może jest tak, ze skrzydła bardziej załopotały - chociaż uj wie jak to jest z demonami! :D Nie mniej, powiem Ci, że łomot skrzydeł też do mnie przemawia, wiec jeśli celowo tak wprowadziłaś, absolutnie nie zmieniaj.
    ALE. Rozpisałam się o kupie mniej ważnych rzeczach. Jestem pod wrażeniem głebi Twojego tekstu, widzę tu w choja wiecej odniesien do mitologi skandynawskiej niz w avengersach (oczywiscie rowniez przeze mnie uwielbianych) i jestem wniebowzieta, wlasnie dotarla mi z allegro jedyna ksiazka jaka w naszym zapyzailym kraju na temat mitologi nordyckiej chyba wydano i zaczynam ja pochlaniac, tym bardziej sie ciesze, ze nie bede zielona, czytajac u Cb! ;)) Ja przepraszam, ja tak niby na chaos narzekam, ale tylko jesli chodzi o akapity, tak to lube i niestety bedziesz musiala przyzwyczaić sie do moich chaotycznych komentarzy ;P i pelnych literowek, tak wiem, jeszcze wyobraz sobie pisze bez okularow, ktore po dniu dziecka zakropionym wisniwówa gdzies sie hm, schowały, jak przypuszczam.
    Na zakończenie muszę raz jeszcze wspomnieć o Twoim stylu, bo to nie tylko poprawny zapis dialogów mnie zauroczył ;) Masz niebagatelne słownictwo, nie stosujesz powtórzeń, chyba ze celowo, co uwielbiam. Wszystko napisane lekko i tak zajebiście podtrzymując klimat i o, napięcie, tak, tak... no rrrraj dla czytelnika. Czyta sie tak, jak Tobie podejrzewam sie pisalo: jakbys usiadła, nieprzerwanie wyrzucila z siebie rozdział, niemal slysze klawisze klawiatury stukajace jak mini wystrzaly z karabinu, czaisz, ostatnia kropka, finito, trzask zamykanej klapy z laptopa. :D Bardzo, bardzo płynnie, o to mi chodzi, jeśli cokolwiek sprawiło ci chwilową trudność w opisach, nic takiego nie widać, lekko, lekko, lekko, jestem zauroczona <3, albo raczej: <L ^^

    Musze Cie zaprosic do siebie ;)
    na arrancarno6.blogspot.com pisuję ff do anime Bleacha,
    a na turn-to-dust.blogspot.com dzieje sie wszystko... tez ff, bardzo cross, przede wszystkim teen wolf i durarara
    Będę szczęśliwa, jeśli czymś Cię zainteresuję, a tymczasem przede mną sporo pozostałych rozdziałów u Cb ;)

    ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej!
      O ja cię, ale długi komentarz! Chyba jeszcze nikt nigdy nie zostawił mi tak długiej opinii na tym blogu. Bardzo dziękuję za miłe słowa i niezmiernie się cieszę, że tak Ci się spodobało to opowiadanie :D Jejciu, aż się zarumieniłam...
      I faktycznie, te dwa błędy, o których wspomniałaś, są błędami. Nigdy nie jestem w stanie wyłapać wszystkiego podczas poprawiania, także jestem Ci wdzięczna, że to zauważyłaś i napisałaś mi o tym. (Jeżeli zostaniesz na dłużej i znajdziesz więcej takich psujów, koniecznie pisz! :D )
      Odpowiadając na twój następny komentarz: wprowadzałam drobne zmiany w zapisie kodu, przez co menu mogło trochę szwankować, ale (mam nadzieję) teraz już powinno wyświetlać się dobrze.
      Hmmm... co jeszcze mogę napisać? Pustka w głowie. Liczę, że wystarczy JESZCZE RAZ BARDZO DZIĘKUJĘ! oraz Serdecznie witam nowego czytelnika!

      Usuń
  4. aha, powiedz mnie jeszcze taka rzecz, bo te menu mi sie nie wysuwa ani nic ;( co moge zrobic?

    OdpowiedzUsuń

Język urzędowy: staroskandynawski.
Mile widziany alfabet runiczny :)

» «